Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


odpowiedział Alfred z półuśmiechem sarkastycznym! — ruiny miast zwalonych ręką czasu, ruiny pomników zwalone ręką barbarzyńców, ruiny ludzi wypalonych przez słońce, sirocco i wyżółkłych od aria cattiva.
— A Rzym?
— Wielki grób.
— A Neapol, Florencja, Padua, Mantua?
— Te jeszcze żyją trochę.
— A Wenecja?
Spi snem kataleptycznym.
— Widziałeś pan grób Romea i Julji — zapytała szybko Łucja — w kościele kapucynów w Padwie?
— Widziałem — zawsze z uśmiechem odpowiedział Alfred — kawał kamienia, któremu powieść Luigi da Porto, a więcej jeszcze tragedja Shakespeara wiele dały wartości.
— Byłeś Pan w Herkulanum? w Pompei? — zapytał Gustaw.
— Byłem... Smutny widok! Coś podobnego do karawany zasypanej w piaskach pustyni Azaoad. Ale dla starożytników i ciekawych, którzy się chcieli dotykalnie przekonać, czem był świat za panowania Rzymian, jest to cudne ben trovato; Wezuwjusz schował im pod swoim popiołem na pamiątkę próbkę tamtego życia, zwyczajów, wszystkiego aż do kuchennych na-