Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czyń, które starożytnicy wprzód oglądali od amfiteatru i grobu Skaura.
W czasie tych szybkich pytań i odpowiedzi, pan Perełka stał osłupiały, parząc się herbatą, a pan Faska triumfalnie patrząc na syna, nie umiejąc nic powiedzieć, tupał w takt nogą po podłodze, póki nogą swoją nie natrafiwszy na nogę stołową, całego stolika z serwisem do herbaty nie wywrócił. Zmięszał się tem niewypowiedzianie, zaczął chwytać piękną saską porcelanę, poparzył się, i bełkocąc, ekskuzować się zaczął; gdyż sam skąpy, jednym rzutem oka ocenił zrobioną szkodę. Ale Łucja śmiejąc się, zadzwoniła: wbiegli słudzy i w pięć minut bez najmniejszego szwanku na humorze, zastawiono drugą herbatę, piękniejszą jeszcze porcelaną.
Pan Faska tak się już lękał przypadku, że nogi swoje pod krzesło starannie pochował. Rozmowa szła z zapałem, o filiżankach nikt prócz niego nie pomyślał. Łucja z wlepionemi oczyma, niespokojna, cała była wędrownikiem zajęta i jego opowiadaniem; Gustaw dzielił z nią ciekawość, ale więcej rzeczą niż opowiadającym się zajmował, ona więcej nim jak jego opowiadaniem.
— Mój mąż jest zapalonym sztuk miłośnikiem — odezwała się do Alfreda; — bardzo go Pan zobowiąże, jeźli mu Pan co powie o freskach Watykanu, lożach Rafaela, o bazylice