Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czy nie mógłbyś pan być tak łaskaw odstąpić Shakespeara, trudno mi go będzie dostać, — wielcebym była panu wdzięczna.
— Odstąpić go nie mogę, — odpowiedział Gustaw prędko, — lecz jeśli pani pozwoli go sobie ofiarować, będę szczęśliwy, jeśli się nim przysłużyć potrafię.
Matka i córka stanęły wryte, nie wiedząc co i jak odpowiedzieć; nie znały Gustawa, milcząc, można było obrazić; mówić, nie pojmowały, jaką myślą, jakim tonem. — Uprzedził je Gustaw, oddając służącemu książki i powiedział:
— Prawda, że nie jest przyjęte na świecie, od nieznajomego podarunki przyjmować, lecz między nami równem jest wszystko. Ja równie nie mam szczęścia znać pani, jak pani mnie, pierwszy a może i ostatni raz w życiu widzimy się, czemużby nie wolno nam było, zostawić sobie pamiątki? Wolno jest czcić i szanować zwyczaje tym ludziom, co nic innego do roboty nie mają; lecz kto czyta Shakespeara, możeż na to uważać?...
Matka z córką spojrzały po sobie, i Gustaw odebrał takie podziękowania od panienki, za jakie byłby oddał całą księgarnię, nie jednego Shakespeara, i to jeszcze tłumaczonego. Potem zaczęła się rozmowa o książkach między nim a nieznajomą, do której matka ani słowa, nie