Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zwać mogła. Ta pochwyciła katalog z dziecinną radością.
— Ach moja mamo! — zawołała, — co ja tu książek nakupię! — I zaczęła wybierać z niesłychanym pospiechem, pożądliwością, poetów, historyków, moralistów, romanse, wszystko co było nowe, sławne, lub ciekawe. Księgarz kilka razy podsuwał jej trochę dawniejsze książki bez żadnej wartości; ale ona spojrzawszy na nie odpowiadała:
— Znam to dawno! czytałam, słyszałam o tem, to nic nie warte!
Gustaw z podziwieniem patrzał na nią i ciekawość jego rosła w miarę, jak się pokazywało, że życie tej kobiety musiało być jedynie długiem marzeniem nad księgami.
— Czemuż takiej nie znalazłem, — rzekł w swojem sercu smutny — bylibyśmy się zgodzili z sobą! I ona zapewne jak ja oszuka się na wyborze towarzystwa i męża, — będzie ją kochał, nie będzie rozumiał!
Blada panienka chciała jeszcze dostać najnowsze tłumaczenie Shakespeara, lecz Gustaw tylko co dla siebie ostatni egzeplarz odłożył.
— Ten pan, — rzekł księgarz, wskazując na niego — kupił ostatni egzemplarz, może na prośbę odstąpi pani. — Panienka trochę się zakłopotała, lecz chęć posiadania Shakespera przemogła nieśmiałość, i obracając się do Gustawa, odezwała się bardzo po cichu: