Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a i my rozstrzeleni po świecie, już się pewno nie spotkamy więcej!
— Tu się jeszcze może spotkają wspomnienia — rzekł Gustaw.
— Wątpię — odpowiedziała Marja. — Kiedy się nic wrócić nie może, na cóż nosić wspomnienie, na co? kiedy przyszłości świecić nie będzie, zabić je trzeba. — I westchnęła.
— Ono jest nieśmiertelne — odpowiedział Gustaw — żyje z człowiekiem, uwinięte koło serca. Z śmiercią jego umierają dopiero wspomnienia młodości. Wprzódy — nigdy.
— Zabiją go nowe obowiązki i życie — rzekła Marja. — Co za dziwny wypadek, żebyśmy się tu dziś zeszli, pożegnać na progu drugiego życia!
Serce Gustawa biło mocno i żal go przejął. Miałże ją stracić! W tej chwili ujrzał bzy rozkwitłe i dawną Marję swoją — smutny spuścił głowę.
— Drugie to już będzie pożegnanie — rzekł po chwili — lecz nie takie jak pierwsze.
— Smutniejsze! bo na zawsze — odpowiedziała Marja ze łzami.
— Pozwól się przynajmniej pożegnać dawnem imieniem.
— Zawsześ mnie Marją nazywał.
— Nazwij mnie Gustawem jak dawniej.
— Bądź zdrów, — Gustawie!