Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na przeszkodzie i nigdy nie potrafią wziąć się do pióra, bo do niego prawdziwego powołania nie mają. Talent wielki, wielki genjusz, rozwinie się silniej przeszkodami, oporem, i owo biczowanie Wirgiliusza, na które wierszem płacząc odpowiadał, jest wiele znaczącym symbolem. Nie wierzcie więc tym, co to się zaklinają, że byliby wielkimi, gdyby tylko chcieli, pisarzami. Gdy im tylko woli braknie, już to nie są genjusze, bo bez woli niema czynu. Wszyscy więc owi wielcy ludzie co nic albo bardzo mało, jakby tylko na próbkę wydali z siebie, powinni być cenieni z tego co uczynili, nie z tego coby uczynić mogli, gdyby nie... Jeśli kto czego nie uczynił, snadź nie mógł. Niema na świecie kłopotów, niema okoliczności, któreby przeważyły natchnienie i zniszczyć je mogły, gdy ono dojdzie do stopnia, w którym porodzić musi. Wielki poeta kawałkiem szkła pisze w więzieniu na murze swej izby, wielki malarz węglem rysuje po ścianie, jeśli nie ma pędzli. Ten, który się opuszcza i wzdycha nad sobą, jest to słaby i wpół tylko dojrzały talent, nie wielkich sił. Im z większą walką spłodzone jest dzieło, tem więcej w sobie objawia siły i życia.
Lecz wróćmy do naszych wiejskich poetów: cóż to są za ludzie ostatecznie? — Niedowarzeni półmędrkowie, którzy dlatego tylko zowią się poetami, że najłatwiej być niby-poetą; bo