Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na to nie potrzeba ani egzaminu zdawać, ani pewnej jakiejś wprawy nawet posiadać. Dość jest związać końcami dwa wiersze, jak szewcy za ucha związują parę butów wywieszając przed sklep, żeby poczciwi wieśniacy nazywali poetą. Dlatego też niema podobno żadnej klasy pisarzy więcej od poetów; a mimo tego, ze stosów drukowanych poezji, o jakże mało prawdziwej! Szukać jej potrzeba między wierszami, wierszykami i wierszydłami, jak kropli rosy w morzu. — Poezją per excellentiam zgadnijcie co się nazywa? oto, nic więcej — końcówka. W niej wedle naszych poczciwych panów obywateli cała tajemnica poezji, cały jej duch, cały jej cel — alfa i omega sztuki. Na mocy tego, o! jakże wielu dobierających tylko końcówki, zowie się poetami! Mówiłem już jak ich sąsiedzi i powiernicy cenią, jak się ich lękają, a że podobno mało kto z nich zastanawiał się nad lieraturą, łatwo sobie obojętne to uwielbienie wytłumaczyć. Lecz niestety, cóż to za męczarnia dla kogoś oswojonego z poezją, z literaturą wpaść między owych wiejskich wielkich ludzi. Czegoś podobnego doznawać musi cywilizowany człowiek, gdy wpadnie między dzikich. Zaledwie wieść się rozeszła, że taki, a taki literat, poeta przybył, jużci wyrocznia powiatu, ów niewydany genjusz wybiera się spenetrować przybyłego, już się czesze, myje, stroi, wypręża, żeby go naprzód