Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


starszego wieku; egoizm staje się religją, a on sam sobie bóstwem. Przeciwnie, jeśli dusza mocniejsza, a ciało słabsze, jeśli dusza czuje godność swoją, upokorzenie i niewolę, czuje powinność wybicia się z jarzma, zaczyna się walka śmiertelna, a zgody nie będzie nigdy, aż póki jeden z przeciwników nie padnie na twarz przed drugim. Odmalować wszystkie epoki, odmiany, cienie, odcienie i rysy tego boju, niepodobna. Dusza ma za sobą swoję niebieską wyższość, niebieskie rozkosze, zapały, złudzenia, lecz ciało czyż nie ma nic przeciw temu? O! wiele! kiedy dusza ulatuje z niego marzeniem za kochanką, kiedy platoniczna miłość zaświta w dziewiczem sercu: ciało stawia na drodze kobiety piękne jak anioły, palące jak ogień, rozkoszne, lecz rozkoszne ciałem tylko, a bez duszy.
Stawia naprzeciw czystego pocałunku, którym nie usta kochanki, lecz powietrze tylko uświęcone jej oddechem witamy; stawia obraz lubieżny długiego uścisku, długich nocy bez dni, pieszczot bez końca. — Usiłuje rozbić niebieskie egzaltacje pierwszej, czystej miłości, o piersi swoich bogiń, które przykuły duszę jak niewolnicę zmysłów do ciała i kazały jej tylko nosić sobie rozkosze, które ciało daje.
Ta walka z początku straszna i niebezpieczna. — Kochanek, który z zapałem wita