Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z daleka wzrokiem kochankę swojej duszy, swoje czyste bóstwo, często upada przed ciałem, które mu tę samą kochankę pokazuje w jego objęciu, na jego łonie. Lecz te dwie miłości tak się łatwo zlewają, że w końcu walka staje się mało znacząca, jak przejście z platonicznej do materjalnej miłości, zwierzęcej, żyjącej tylko jedną chwilą nasycenia. Powoli zniża się dusza obłąkana i żebrze u ciała o rozkosz, nie patrząc na upokorzenie, bo chce już koniecznie, żąda, pragnie rozkoszy! — musi ją mieć i na oślep za nią leci.
Posiada nakoniec, nasyca się i żałuje, że znała tę rozkosz, bo o ciało rozbijają się złudzenia duszy, i miłość idealna, najrozkoszniejsza z miłości tego świata, topnieje i ulata na zawsze.
Straszniejsze daleko są fenomena tej walki w ludziach, którzy mocniej duszę czując w sobie, przeszedłszy już ten pierwszy perjod upokorzenia, nasyceni, podnoszą się duszą i rozumem, i pracy umysłowej oddając życie, chcą nawzajem rozkoszami, jakie ona przynosi, upokorzyć ciało zwycięskie. — Nauka wymaga zupełnego zaparcia się ciała i jego rozkoszy, na chrzcie tym, który umysłowie żyć zaczynając, sam sobie daje człowiek, musi się wyrzec innych rozkoszy nad umysłowe, innego szczęścia nad to, które mu dusza poda z siebie samej. Życie pracowite uczonych, poetów, filozofów, postrzegaczy, tych