Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


CZĘŚĆ II.

I.
Monomachja duszy z ciałem.

Jest kto, coby wzgardziwszy te doczesne rzeczy,
Chciał ze mną dobrą sławę tylko mieć na pieczy?
A starać się, ponieważ musi umrzeć ciało,
Aby imię przynajmniej po nas tu zostało?
A szkoda zwać człowiekiem, kto bydlęco żyje,
Tkając, lejąc w się wszystko, póki stawa szyje.
Nie chciał nas Bóg położyć równo z bestyjami.
Dał nam rozum, dał mowę — a nikomu z nami.
Kochanowski, Ks. II. XIX.

Włożył Gustaw żałobę i pojechał na wieś. Z rozerwaniem tego ostatniego związku uczuł się okropnie sam jeden na świecie, sam jeden, bo nie miał nawet kochanki; a tych, których przyciąga do człowieka złoto, jak bursztyn słomki i drobne wiórki, mógłże liczyć za coś? Muchy do cukru, krucy do ścierwa, podli lgną do bogaczów, żeby żyć nimi. Z tymi towarzystwo i związki nudne i nieznośne; inni — równi Gustawowi, przypadkowe jego wywyższenie