Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Cóżbym nie dał, żeby się ten dawny czas wrócił, ten wieczór, ten ranek!
Marja westchnęła. — Lecz przeszłość już się nie wróci, mówił Gustaw po cichu, tamta Marja umarła... tamta miłość umarła, tamtych przysiąg dziecinnych zapomniano. — Trzeba wszystkiego zapomnieć!
— Zapomnieć, tak! trzeba zapomnieć, powtórzyła Marja szydersko ze śmiechem, — tyś już zapomniał.
— Chciałbym...
— To dosyć.
— Bo gdzież znajdę tamtą Marję?
— Jest ich wiele na świecie! odpowiedziała z gniewem dziewczyna, odwracając się od niego. — Bądź zdrów!
— Bądź zdrowa! I stali jeszcze oboje i spojrzeli, i zdawało im się przez chwilę, że powtórzą pocałunek. — Lecz nie — rozeszli się, on smutny, ona zagniewana.




XXVI.

Reszta tego dnia spędzona była na polowaniu, od którego się Gustaw wymówić nie mógł. Wśród niego przybiegł posłaniec z wiadomością o chorobie pani Hrabiny, i Gustaw, niespokojny, siadł w ten moment i nazad jak piorun pocztą poleciał.