Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mu, jak zabił łosia w 1812 roku, nawet bracia Marmurki kłaniali mu się z uśmiechem, nawet p. Ostrowska ciągle powtarzając awantury, sceny, częstowała go tabaczką i opowiedziała mu z rzadką wytrwałością i ciągiem nie zwykłym jej rozmowom, całą historję powszechną okolicy. I ona biedna chciała go usidlić, jeśli nie twarzą, na którą i po ciemku nawet rachować nie mogła, to przynajmniej dowcipem.
Ledwie o północy dano mu zasnąć spokojnie a jaką mu jeszcze Franciszek chciał na dobitkę uczynić przysługę, tego wam nawet powiedzieć nie mogę, pewny jestem jednak, że się łatwo domyślicie...