Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XVII.
Marynia.
Nie za staraniem, ani przez mą sprawę
Miła, po tobie znam taką postawę, —
Szukaj, jako chcesz, nie znajdziesz przyczyny,
Chyba, żeć milszy podobno kto inny.
Kochanowski, Ks. I. XV.

Trzask z bicza! Goście? Nie, nie goście!
— To Marynia!
Gustaw spłonął cały i wyszedł z innymi na ganek; Franciszek śmiejąc się szydersko, z oka go nie spuszczał.
Z daleka widać było kocz czterokonny, a w nim dwie kobiety w kapeluszach z kwiatami, strojne, wesoło rozmawiające. Furman powtórzył biczowe powitanie i pojazd zatoczył się przed ganek. Gustaw spojrzał i nie poznał Marji.
Onaż to była czy nie? Marja lat dziecinnych, Marja z pod bzów kwitnących? Ta Marja była dojrzałą, poważną panną, bladą, piękną jak anioł, wystrojoną jak obraz cudowny; ale w jej twarzy malowało się tylko zimne zadumanie, i roztropna, wytrawionej kobiety rozwaga; brak w niej było tego uczucia, tej swobody, które Gustaw pamiętał.