Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pod blachą.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


najmniejszego zakłopotania, mając zawsze wpogotowiu słowo trafne, odpowiedź zręczną.
Kobiety były jej wdzięczne, gdyż nie tylko nie okazywała się zalotną, ale tych, co się jej natrętnie narzucali, odprawiała ostro i stanowczo. Dowcipem mogła czasem walczyć o lepszą ze sławną hrabianką Anetą; obawiano się też jej, bo nie oszczędzała nikogo.
Pomiędzy mężczyznami miała wielu zdała stojących i nienatrętnych wielbicieli, ale wśród pań, co dziwniej, przyjaciółek więcej jeszcze. Bardzo prędko i łatwo potrafiła się wcielić w towarzystwo Pod blachą, a pani Vauban, która uchodziła za tak grymaśną, podobać się tak, że za nią tęskniła.
Gościem też u niej była codziennym prawie, a niekiedy całe dnie do późnego wieczora tam spędzała. Bywało, że porzuciwszy wojską Czeżewską w domu, jechała tam sama, a pani wojska była skazaną na kabały, na ucieczkę do majorowej, która bawić jej nie miała czasu, albo na sprzeczanie się z szambelanem i dąsania się na wychowanicę.
Wesoła, trzpiotowata Sylwja, może skutkiem tej ciszy i melancholji chronicznej, które panowały u pani Vauban, spoważniała bardzo, posmutniała, do zabaw swojemu wiekowi właściwych coraz mniej okazując smaku.
Czytała wiele, Czeżewską parę razy wyszpiegowała ją piszącą, nie mogąc ani dojść, ani odgadnąć, co ona po całych dniach mogła tak troskliwie spisywać. — Było to dla niej drażniącą i niecierpliwiącą zagadką.
— Co ta dziewczyna tam pisze?
Czynione poszukiwania, nawet przy użyciu środków niezupełnie legalnych, nic odkryć nie dozwoliły.
Dla szambelana a może i dla Sylwji trochę Grabski codzień prawne przychodził, czasem tu przesiadywał dłużej, niekiedy się z kuzynką spotkał.
Nie dopuszczała mu jednak nigdy rozpocząć z sobą rozmowy o rzeczach, tyczących się spraw obecnych, odpychała od zbytniej poufałości.