Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pan Karol.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— By nie drogo, najniższy sługa, upadam do nóg, będę służył Asindźce.
— Da cóż? Na ubóstwo po groszu, albo tak dla zbawienia duszy, to na zdrowaśki, jak chcecie.
— Najniższy sługa. Pani Dobrodziejka jak rozkażesz, posłuszny jestem. Jednak jak najpokorniéj ośmielam się uczynić tu uwagę, że dla zbawienia duszy, albo za dusze w czyscu zostające, a z nikąd ratunku nic mające, lepiejby na zdrowaśki.
— Da! to już jak chcecie!
— Ale ja nigdy nie grywam w marjasza! rzekł Pan Karol zmarszczony.
— No, to cóżeż? To ja z Panem Pucętkiem będę grać, a ty sobie; ja tobie dam drugą talją, tam żołędnego tuza brakuje, Amur go pogryzł, bo był w kaszę padł, a na miejscu jego stara szóstka; to może sobie pociągniesz kabałę?
— Nie umiem żadnéj kabały. Ja tak posiedzę, nie znudzę się patrząc na ciebie, siostruniu, dodał ciszéj.
— No, no, no, daj no pokój komplemen-