Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 02.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się uciec do zwykłej żółtej chusteczki, z którą się na świat nie pokazywała.
Zaledwie usiedli około starego okrągłego stolika, który nosił jeszcze na sobie ślady studenckiego scyzoryka pana Juliana, Ostójski się odezwał nie mogąc dłużej wytrzymać.
— Księże Kanoniku! nowina wielka, hr. Edmund jutro się żeni z panną Sauer synowicą bogatego barona Sauera... wiecie! Był u mnie dziś rano Helig i oznajmiając o tem oświadczył razem, iż hrabina przyszła jest jego rodzoną — sio-strze-ni-cą.
Matka Juliana ledwie nie tak zakrzyknęła jak panna Klara — Jezus! Marya...
— Ale, stójcie państwo! — dodał Cześnikiewicz — katoliczką jest od trzech dni, była wychowaną tak mądrze iż do tej pory żadnej wiary nie miała, jak czystą białą kartę zachowano ją, by na niej przyszły mąż wyznanie swoje zapisał.
Ks. Kanonikowi wydało się to żartem, wyda się to może powieściopisarskim konceptem niejednemu z czytelników, ale — niestety — historyczny to fakt, XIX wieku indyferentyzm malujący najlepiej. Co więcej, nie jest on może jedynym, a w rodzinach praktycznych powtórzy się pewnie i przejdzie we zwyczaj.
Gdy Ostójski zaręczył że nie zmyślił a Zosia potwierdziła uroczyście i opowiedziała co słyszała sama od Abrahama, Kanonik odezwał się smutnie.
— Idziemy więc szybkiemi kroki do tego stanu obojętności religijnej, która poprzedziła u pogan upadek ich społeczeństwa. Religia staje się formą, imieniem, rzeczą podrzędną... Bierze się ją dla wygody i rzuca