Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 02.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gdy zawadza jak tłumoczek podróżnemu... I to czyni ludzkość nie z błędną wiarą instynktami stworzoną, ale z objawioną, co przyniosła światu — prawdę, co stworzyła społeczność nową, stosunki nowe, co wyzwoliła człowieka — co go połączyła z Bogiem...
— A! nie! zawołał podnosząc ręce do góry, — nie jest to dzięki Bogu, religii Chrystusowej zgon, bo ona nigdy skończyć się nie może, ale znak odrodzenia jej... Powstaną apostołowie nowi... przyjdą mężowie świątobliwi i dziać się będą cuda, a wiara Boża którą ludzie zepsuli, z nowym blaskiem zaświeci nad ich upokorzonemi głowami w niebiosach...
— Nim przyjdzie wszakże ta godzina, sprawiedliwym kielich goryczy należy wypić aż do dna...
Zamilkł.
Abraham Helig, który tajemnicy nie czynił ze swego chlubnego pokrewieństwa przed Ostójskim, nie znajdował potrzebnem taić tego i przed drugiemi. Zresztą inni jego współwyznawcy byliby ją również roznieśli, bo stosunek ten doskonale znali. Rozeszła się więc w dni kilka wiadomość po całem sąsiedztwie, a jakie uczyniła wrażenie, zdawać sprawy nie potrzebujemy.
Rok upłynął od opisanych przez nas wypadków w pałacu i na folwarku. W ciągu jego pan Julian który zdał cum maxima laude examina i otrzymał stopień doktora, oznajmił o tem wprawdzie czułemi listami matce i wujowi, ale się wytłumaczył przed niemi, iż przybyć do nich nie mógł... W przypisku było pozdrowienie dla całego domu Ostójskich... Zosia się zarumieniła mocno, czytając list ten, westchnęła i wy-