Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 02.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Hm! il faut que jeunesse se passe.
— Ale jużby też czas pomyśleć o ustaleniu losu, o małżeństwie. Hrabia ma zbyt miękkie serce, — dodał śmiejąc się niby dobrodusznie, — miałem tego dowód świeży.
— A! a! powiedz że mi to! — zawołał hrabia...
— To nawet trochę nadto seryo jakoś wygląda, — dodał Margocki, — formalnie zakochany, oszalały w córce Ostójskiego, dzierżawcy.
Allons donc!
— Tak dalece, że z hrabią roztrząsał szanse ożenienia.
Allons donc! czy waryat?
— A hrabina z tą swoją anielską dobrocią zdawała się mu nietylko nie sprzeciwiać — ale potakiwać... Dla tego potrzebowałem hrabiemu to powiedzieć, boć należy temu zapobiedz.
— Najgorzej jest w takie rzeczy się mięszać, — rzekł stary hrabia, — nadaje się im ważność której nie mają. Niebezpieczeństwo jeśli jakie grozi to tej biednej dziewczynie... no! ale co mi tam do tego! niech ojciec pilnuje!
Margocki więcej nie nalegał, potrzeba mu tylko było rzucić wiadomość, aby później do niej przyszyć co wypadnie.
Chociaż pani hrabina gościła u cesarzowej i była w przyjaźni z księżną Metternich, gdy okoliczności zmuszały ją do pobytu na wsi, obchodziła się takiem towarzystwem jakie mieć mogła, byle nie została samą. Z przyjazdem hrabiego który nierównie był w wyborze trudniejszym i mniej przystępnym, w pałacu musiało się wiele zmienić. Wprawdzie hrabia nie rozka-