Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 02.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ogromnie, przyjechałem niemając trzech tysięcy franków w kieszeni. Edmund mówił mi że ma długi. No, cóż ty nam dasz?
Nie będziemy szczegółowo spisywali bardzo ciekawej rozmowy hrabiego z plenipotentem, przeciągnęła się ona bardzo długo i zostawiła po sobie wrażenie przykre na dostojnym panu. Posądzał nawet plenipotenta o nieudolność, ociężałość lub... któż wie? o co gorszego może jeszcze... Bo jak to być mogło żeby nie było pieniędzy??
Gdy ludzie tego rodzaju potrzebują ich, niema najmniejszej wymówki, pieniądze muszą być — jest dla nich rzeczą oburzającą aby im, odmawiano le premier necessaire, które często stami tysiąców się liczą. Ale jakże żyć comme un manant?
Hrabia wcale zadowolnionym nie był z plenipotenta, ukazującego same trudności, szkopuły... ciężary, niepowodzenia. Dla ukarania go zasępił się i był najpewniejszy, iż brwi zmarszczone i groźba niełaski wszystko to zmienić muszą.
Zaczęto pod koniec rozmowy o panu Edmundzie, o jego życiu, o wydatkach i t. p. Margocki miał ten dobry system iż ojcu zawsze mówił sous le sceau du secret na syna, synowi na ojca, matce na obu.
— Pan hrabia wie jak ja całą rodzinę kocham i szanuję, a pana Edmunda wielbię — ale mnie on smuci... Bo cóż to za życie?
— Co? traci? traci? na kobiety?
— No tego nie powiem żeby tak wiele... une actrice.
— Przystojna? widziałeś?
— Bardzo ładna niemeczka.