Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ty jej daj pokój! to! to! wie ona co, gdzie, jak powiedzieć, i jak się znaleźć...
P. Klara ruszyła ramionami i pokiwała głową.
— Przyszłość okaże! — odezwała się patetycznie odchodząc.
Rachuby ludzkie, chociaż by one na najgruntowniejszych oparte były podstawach i umysł nad niemi najlogiczniejszy pracował, chybiają prawie zawsze. Mówiąc językiem matematyków mają one w sobie zawsze zbyt wiele liczb nieznanych, ażeby dobrze wypaść mogły. W rachunek wchodzi serce ludzkie, które najczęściej zawodzi, charakter który podlega wyjątkowym i nieobliczonym metamorfozom, wreszcie zewnętrzne wpływy, zupełnie nieprzewidziane. Niezmiernie więc rzadko to co człowiek osnuł pracowicie, spełni się po jego myśli, a najdziwniejsza to, że gdy cel osiągnie, znajduje iż to czego pragnął wcale jest czem innem niż się spodziewał. Fatalizm turecki jest niedorzeczny, ale wiara w rozumną opatrzność nieuchronna. Jest bowiem w sektach logika uderzająca, choć czasem nie rychła i z Heglem powiedzieć można zawsze — alles was war ist, ist vernünftig. My powiadamy lepiej a toż samo — Bądź wola Twoja.
My powiadamy! Tak napisaliśmy wprawdzie, ale jakże rzadko powiadamy, bądź wola Twoja, a jak częściej daleko: bądź wola moja!
P. Margocki nasz właśnie podług tej woli swej osnuł plan kampanii, której pierwsze zaraz wypadki, dały mu niezmiernie do myślenia. Szło wszystko nie podług jego zawczesnego obrachunku.
Po pierwszej bytności w pałacu, odwiedziny Zosi, która wcale nie czuła do nich wstrętu, pana Juliana