Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dno odezwał się Kanonik, — lękam się wszakże by zbyteczna surowość więcej nie szkodziła niż pomagała... Syn Boży był miłością samą. Oto naprzykład, gdy stary Wojciech umierał, kazaliście precz iść od umierającego rodzinie... skonał tak nie pożegnawszy się z nią, na co niezmiernie płakali...
Ks. Leon ironicznie popatrzał na Kanonika.
— Jest to bardzo chwalebny zwyczaj przez rzymskie duchowieństwo zaprowadzony, aby w godzinie śmierci, konający myślał o Bogu nie o ziemskich rzeczach... po co tam rodzina? po co to pożegnanie? po co te dystrakcye, które skruchy nie dopuszczają...
Kanonik słuchał.
— Każdy kraj ma swój obyczaj, u nas tego nie bywało.
Ks. Leon ruszył wzgardliwie ramionami:
— Pozwolisz mi ks. Kanonik, choć młodszemu, uczynić tę uwagę, że — zapewne nie z jego winy, ale przez wiekowe opuszczenia i tolerowania wkradło się u nas wiele zgubnych zwyczajów. Potrzeba surowości bezwzględnej aby je wykorzenić — mam to najmocniejsze przekonanie.
— Mój ojcze, — zwolna rzekł Kanonik, pobłażać złemu nie godzi się nigdy, ze złem niema kompromisu, ale z naturą ludzką więcej dokażecie łagodnością niż piorunami Jowiszowemi. Cały duch nauki Chrystusowej sprzeciwia się użyciu tam grozy, gdzie dobroć starczy. Będziecie żyli dłużej, doświadczycie więcej, przekonacie się kiedyś iż surowość zbytnia w kapłanie zamiast mu nadać powagę, odbiera ją, czyniąc go na pozór namiętnym i na oko gniewliwym, choćby nim