Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przyszło mu jednak na pamięć, że hr. Edmund był już trzy razy na folwarku i w istocie do Zosi się bardzo przysiadał. Stary potrząsł głowę,.. Zosia jeszcze grała... gdy go zawołano na ganek dla interesu.
W ganku stał Margocki, który wejść nie śmiał, bo był w myśliwskim stroju, ujął tylko po przywitaniu pod rękę Ostójskiego i wprosił się z nim do jego pokoju. Po minie poznać było można że z czemś przybył ważniejszem niż zwykle. Rozpoczęcie rozmowy utwierdziło jeszcze w tem przekonaniu.
— Spodziewam się że Cześnikiewicz (był to tytuł od wielkiego dzwonu) wierzysz mi iż domowi jego szczerze sprzyjam i szacuję go... Niech mnie to tłómaczy iż z bardzo może niespodzianą przychodzę tu przestrogą i radą... Ale naprzód, kochany Cześnikiewicz, dasz mi uroczyste słowo szlacheckie, że mnie nie wydasz i nie zdradzisz w żadnym razie...
— Panie dobrodzieju, — zawołał Ostójski, — uczciwy człowiek jestem i w to się nie bawię.
— Bo mi o was idzie, — rzekł Margocki przystępując do niego z wielkiemi ostrożnościami i oglądaniami na wszystkie strony. — Mówię otwarcie... Mam wielki szacunek i wdzięczność dla domu moich hrabiów, ale — co prawda to prawda. Życzę im dobrze, wszelako... no! zrozumiesz, gdy ci powiem, Cześnikiewiczu kochany, że nasz hrabia Edmund pokochał się w córce waszej, pannie Zofii.
Spojrzał na Ostójskiego, ten stał jak słup milczący, tylko palce, złożywszy ręce na piersiach, okręcał wedle zwyczaju... słuchał.
— Z tego nic być nie może, trzeba ich znać jak ja znam, ale dla panienki, — mówił dalej Margocki, —