Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 3.pdf/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
37

— Trochę — śmiéjąc się szepnął Tomiło i zawołał na gospodarza.
— Panie Malcherze, dobrego wina kwartę!
— Wnet, wnet! zaraz.
Po dobréj chwili przynieśli wino, a Tomiło dopiéro podpoiwszy Brożka, jął mu pokładać sprawę swoją.
— Jest rzecz taka — Chcecié zarobić kilka czérwonych złotych węgierskich?
— Z duszy serca! zawołał Brożek — kieszeń moja pusta, a łokcie przynajmniéj u codziennéj sukni powyciérane. Jeśli tylko zarobek uczciwy i sumienia nie naruszy.
— Waszmości sumienie nawet o tym zarobku wiedziéć nic nie będzie — rzek Tomiło — Cała rzecz —
— A nuż mówcie, nie dręczcie daléj!
— Cała rzecz, abyście mnie do Waszéj kamienicy wprowadzili i z niéj nazad wywiedli. —
— Co? co? przysłuchując się szeptaniu coraz nie wyraźniejszemu Tomiły, zapytał Brożek — Na co? jak to?
— Ani na co, ani jak, nie powiém, bo

Tom III.4