Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 3.pdf/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy tak z sobą sam rozprawia i rozmyśla, ujrzał Pan Brożek wchodzącego do gospody Tomiłę i uśmiéchnąwszy się powstał z zydelka, spiesząc przeciw niemu.
— Witajcie! czekam na Was!
— Bóg zapłać, umyślnie też do was spieszyłem, aby się zobaczyć i pogadać. Mam do WMości pilną potrzebę.
— Jaką? spytał Brożek, jeżeli pieniędzy to dalipan zgóry powiadam, szeląga przy duszy nie mam. Ostatni talar dałem na mszą niedawno, a jurgieltu nieprędko zobaczémy, bo teraz jest go komu płacić, dworscy poczekać muszą.
— O! wcale nie oto chodzi, rzekł Tomiło, nie wiém tylko, jakby to Wam wytłumaczyć.
— No, a cóż to takiego! To jakieś do licha mądre rzeczy myślicie mi prawić.
Tomiło zamilkł.
— A naprzód, rzekł, zapijmy tę sprawę, wino język rozwiąże mnie, a Wam serce?
— Hę? spytał Brożek — to tu do téj sprawy i serce potrzebne?