Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 3.pdf/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
187

— Przyſięgam.
Aż w owey chwili, koń i z nim ſpuſzczać sie począł lekko ku zyemi. A była już noc, ono xieżyc swiecił a gwyazdy pałały na niebieſiech. Y powoli uyrzał on zyemye, a na niey ſwyatło w miaſtach y po wſiach y ludzi yakoby mrówie przechodzące po nij. A potym uczuł dym zyemi y ſzum, gwar, ſzelest, aż ſpuſcili ſie, y ſtaneli z koniem.

Lecz za ſye nie na puſtyni, alic w mieſzczie a grodzie wielmi wielkim, przed ſamymi drzwiami a wrotyma goſpody. Y rzekł mu ſzatan.

— Wniydź y upij sie, abowiem zwyązałeś ſie przysiegą, a ja pilnować cje