Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 3.pdf/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


thy człowieczek od ſwiata był odwiązał. Aleć już go nie puſzczał ani na chwile, tylko krok w krok za onym puſtelniczkiem chodził a ſzpiegował gi. Wſzakże długo bezſkutecznie, bo głoſu yego ſłyſzeć nie mogł, a przeto ſerca ſpełna nieznał. Nie zraził ſie jednak ſathan, a konczył ſwoye, y rok tak już z onym ſwiąthym na puſzcze przemieſzkawſzy, począł mocznieyſzych ſzukac ſrodkow ku pokuſzeniu, aby go w utrate cnoty uwiodł.
A ſtało ſye thak, yż on ſwiąthy człowiek wyſzedł raz na brzeg lasu y modlił ſie patrząc na zachodzące ſłońce. Y ſpodobał mu ſye widok ſwyata, jakiego niemiał dawno. A był wieczor wio-