Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


obrazy Bozkiej, mieć żabom na tym świecie. Suknia na niéj wyfałdowana była aż do śmiészności, piersi aż do obrzydliwości odsłonione, chociaż wcale nie było tam na co patrzéć. Na głowie co się działo, tego język nie wypowié! Czegoż bo tam nie było na téj głowie! Były naprzód włosy swoje i włosy pożyczane, nastrzępione, do góry wymuskane, świécące, a co najgorzéj, zdradzające, że nie z jednego wszystkie wyrosły miejsca rozlicznemi odcieniami pasów. Były tam i trzęsidła i wstążki i spinki i kwiatki i piórka i szkiełka. Cały ten monstrualny czub francuzki, wznoszący się na łokieć w górę, nigdyyb w mniéjsze drzwi pokorniéjszego domu się nie wmieścił. —
P. Ochmistrzyni czekała jak Kania dészczu spójrzenia Kasztellana, i doczekawszy się go wreście, jęła się kłaniać tak, zapomniawszy na ów sławny czub swój, że go dobrze nadwérężyła przez zbytnią pokorę. Kasztellan powitał ją kilką słowy, ale zaraz wyprawił. Nie zaręczamy, czy nie pozostała przy drzwiach, ale to pewna że wyszła.
Zaledwie się za nią drzwi przymknęły, Ka-