Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wstrzymany spinką. Podwyższały ją nieco korki trzewików, dodawała fałdzista suknia na oko wzrostu i tuszy, lecz pomimo tego Xiężna Zofja była jeszcze tak cienka, tak delikatna, jak rzadko niewiasta, w owych mianowicie czasach. Na jéj twarzy panującym wyrazem był rozlany smutek, któren się zdawał wrodzonym jéj, nierozdzielnym od niéj. I nie dziw —
Była siérotą. Z wyrazem głębokiego smutku łączyła się jakaś rezygnacja, jakaś cierpliwość; ale z oczu jasno-niebieskich strzelało mimo to życie i uczucie.
Gdy Kasztellan wszedł, posunęła się Xiężna do jego ręki i ucałowała ją pokornie: na co on odpowiedział skłonieniem i ucałowaniem jéj w czoło. Po czém dawszy jéj znak ażeby usiadła, przysunął ku niéj krzesło i miał mówić, gdy ujrzał w téj chwili dopiéro u drzwi lewych stojącą sztywną i nieruchomą P. Ochmistrzynię.
Była to osoba dobrze już w wieku, a jednak mocno strojna, kołkiem prosta, a z oczyma wytrzészczonemi tak, jak się to tylko godzi, bez