Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Spoiłem go wczoraj z P. Adamem, i jeszczem dziś na wino zaprosił, może co z niego wycisnę.
— Probuj, rzekł Xiąże Janusz, czyli przez niego nie można by otworzyć do kamienicy Chodkiewiczowskiéj i Xiężnéj wstępu.
— Zdaje mi się że będzie można — rzekł Tomiło, ale jeszcze nie jestem pewny.
— Znałbyś łaskę moją dla siebie, gdyby ci się to udało.
— Począłem tylko, nie wiém czy moje staranie W. X. Mość pochwali.
— Cóżeś tam zrobił?
— Spoiwszy go wczoraj, odjąłem mu był klucz z kieszeni od małéj furtki na Zamkową ulicę z kamienicy Chodkiewiczowskiéj i wycisnąłem go sobie na wosku — Może się przydać.
— Dobrześ zrobił, dobrześ zrobił, zawołał Xiąże Janusz. Z niémi wszystkie sposoby dobre; jak oni walczą, tak i my. Każ taki klucz zrobić, dasz mi go jutro. Idź, nie spuszczaj z oka kamienicy Chodkiewiczowskiéj, żebyś wiedział wszystko, cokolwiek w niéj się dziać będzie.