Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tomiło skłonił się do stóp Xięciu i wyszedł. Xiąże chwycił szablę, przypasał ją do boku, potém nałożył czapkę z piórem na jedno ucho i posunął się kurytarzami wiodącemi do pokojów ojca. Cichość panowała w téj stronie pałacu, wielki tłum sług, dworzan, i pajuków, hussarzy, stał u drzwi zapuszczonych zieloném suknem w najgłębszém milczeniu. Na widok Xięcia Janusza, ci którzy siedzieli powstali — Xiąże wcisnął się po za zasłonę i puknął do drzwi ojca — Głos dał się słyszéć ze środka.
— Kto?
Janussius, odpowiedziano.
— Wejdź. Na te słowa otworzył Xiąże drzwi i wszedł do wielkiej bogatéj komnaty, podobnéj téj, którąśmy już opisali, lecz wytworniejszéj jeszcze. Podłoga jéj wysłana była przednim perskim kobiercem, ściany makatami wybite, ławy do koła i krzesła okrywał axamit purpurowy z franzlą złotą. Mniéj tu było na ścianach broni, lecz stół wielki u okna stojący założony był xięgami w wielkiéj