Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kojnie, właśnie był usnął. Eljasz rozpytywał o stan jego, o pannę Anielę, o to, co się w domu działo, gdy drzwi od salonu z lekka się uchyliły i sama panna Aniela w nich się ukazała. Dała ona znak Rżewskiemu, aby po cichu wszedł na chwilę, co on z nietajoną radością i pośpiechem uczynił.
— Przyszedłem spytać tylko — rzekł — czy pani mi niema co do rozkazania. Mam sobie za obowiązek od tej szczęśliwej chwili, która mnie narzuciła państwu w wagonie, uważać się za przeznaczonego, abym w Wiedniu im służył.
Dla tego tak się im naprzykrzam często.
— Bardzom panu wdzięczna, odparła Aniela — a nawet, jak pan widzi i mógł się przekonać, wcale się nie wymawiam od przyjmowania jego opieki nad nami...
To mówiąc westchnęła...
— Jak się ma ojciec pani? — zapytał Eljasz.
— Zawsze jednakowo... Dla nas byłoby nieocenionem przybycie pana Augusta, stryja pańskiego, gdyby niestety, dawna poufałość jego z moim ojcem, nie wywoływała zwierzeń, a te egzaltacyi, której lekarz unikać kazał.
— Zapewniam panią, że stryj, nawet w takim przypadku potrafi działać uspokajająco... Niech się go pani nie lęka...
Kilka minut trwała ta rozmowa u drzwi, a pan Eljasz bardzo zręcznie, wraz ze stryjem umiał się zaprosić na herbatę.
W krótkiem tem spotkaniu po raz pierwszy panna Aniela czulej i sympatyczniej spojrzała na Rżewskiego, była dlań nie tak już chłodną i odstręczającą jak w początku, a pan Eljasz ujęty tą dobrocią, wyszedł tak rozpromieniony i rozkochany, że się był gotów rzucić w płomienie, dla tego ideału...
Jak wielu naszej młodzieży, Rżewski ideałów szukał dosyć niezręcznie, naprzód w garderobie Ma-