Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/238

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    trze — staje w nich ze zgasłem cygarem w ręku...
    Wszyscy zamilkli... patrzą...
    Jak wkuty do progu stał radca von Riebe, na twarzy jego drgało jakieś wrażenie nie do wyczytania...
    Staruszka rzuciwszy pończochę, wstała sądząc, że dostanie burę za swą nieobecność na dole... Radca stał, nie mogąc przemówić słowa... Zdumienie powszechne...
    Dr Arnheim poemat położywszy na stoliku, zbliżył się doń, witając go z uszanowaniem, radzca nie spojrzał nań i ledwie mu głową kiwnął.
    Suwając nogami powoli doszedł do fotelu i padł stękając. Widoczne było, że coś mu ciężyło na piersi i na głowie takiem brzemieniem, że obecna rodzina nie wchodziła w rachunek.
    Machinalnie przywlókł się tylko.
    Helma wysunąwszy się z za stołu, podeszła ku ojcu, spostrzegłszy cygaro zagasłe i podała mu ogień... Dopiero oprzytomniawszy Riebe zapalił cygaro, pociągnął i zniecierpliwiony cisnął je o ziemię.
    Widocznie coś mu się stało — myśleli wszyscy... Z trwogą zaczęła przypuszczać Helma i sama radczyni, że się chyba fatalnie na giełdzie musiał ośliznąć. Nie śmiano go już pytać.