Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiło, tam cel twojego życia... ale mi się dopiero później stopniowo miał rozjaśnić.
Nie byłem tak szczęśliwy jak towarzysz mój Hermann, by mi ktoś od razu jasno powiedział, podnoś duszę a ręka jej będzie posłuszną, pracowałem nad ręką, prawie nie myśląc o duszy. Ale i tą drogą trudniejszą, mozolniejszą, dojść można do czegoś, ręka u mnie rozwijała powolnie ducha. Powtarzając nieudolnie utwory cudze, myślałem nad tem jak one stworzone być mogły i trafiłem na drogę, począłem się uczyć, czytać, a wielkie pragnienie zostania artystą zrobiło ze mnie tak ubogiego wędrowca, który dziś idzie o kiju szukać piękna, aby niem duszę napoić.
Jestem na drodze, nie doszedłem do celu, nic wam nie powiem o sobie, panowie i panie, to co bym mógł powiedzieć nie da się zamknąć w kilku słowach, a historja walki z ubóstwem i nieświadomością jest nadto straszną, i nadto maluczką, abyście słuchać chcieli. Historja natchnienia o głodzie! wzbudziła by w was litość tylko, lub obrzydzenie... więc dosyć.
Są zresztą rzeczy, dodał Przeręba ciszej, których wywieszać się nie godzi przed oczyma profanów... obudziły by śmiech choć zrodziły łzy krwawe.
Nikt nie śmiał nalegać na ubogiego chłopaka, który z dumą obwinął się milczeniem i spuścił głowę na piersi.
— Panie Sestini, rzekł garbus, ponieważ jesteśmy w świecie sztuki, na pana kolej lub na piękną towarzyszkę jego.
— To wszystko jedno, przerwała Julia, nasza historja od dzieciństwa jest wspólną, krótką i mało zajmu-