Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


znaczenia, mimo największej usilności, nikt ich sobie nie daje dowolnie. Natura ducha wyraża się doskonale w cielesnej jego powłoce... Ciało nie jest antagonizmem psychy, ale jej uosobnieniem... Nic na świecie nie może być przypadkowem, ani obojętnem; człowiek nosi na twarzy całe swe życie i skryć go nie może... robak, drzewo, kwiat nawet nie łudzą, chyba tych co łudzonymi być pragną...
— I trucizna nic może być wonną i słodką? spytał hrabia...
— Gdy ją ręka ludzka przyprawi; gdy ją tworzy Bóg, wie dla czego i dla kogo; wonną ją czyni dla tych, co się nią struć powinni, odrażającą tym, co od niej uciekać muszą...
— Mój panie, rzekł śmiejąc się Żywski, wyznajesz więc, że Bóg truje pewne istoty...
— Gdybym ja tego nie przyznał, życie by całe świadczyło, że tak jest, śmierć potrzebną jest, konieczną, i to co zabija istnieć też musi.
Piorun pada, gruchoce jedną istotę, ale ogień jego ożywia całą otaczającą naturę... trzeba umieć zastosować do praw ogólnych i nie wyłamywać dumą z pod przeznaczenia ofiary...
— Zaszliście panowie w manowce, przerwał garbus uśmiechając się... możemy po nich błądzić wieki... a nie trafić do cichej gospody, której każdy pragnie.
— Tak, to prawda, niema nic niebezpieczniejszego nad ogólniki, zawołał Anglik... zejdźmy do praktyczniejszych kwestji...
Wszyscy zamilkli... ale niemy dramat wejrzeń ciągnął się dalej. Śledzili się oczyma... czytali w so-