Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/59

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ni, prawdy artysty są inaczej tylko może wypowiedzianemi prawdami filozofa...
    — To prawda, zagadnęła kobieta, więc dotknięte już zadanie obróćmy inaczej... Sztuka powiedzieliśmy brzydzi się pewnemi strefami zgnilizny, fermentacji tajemniczych, bezkształtnych gnojowisk życia... gra w nich siła zniszczenia... Cóż to jest to złe, to zniszczenie, ten Ahriman ziemi? ta noc duszy, te duchy szatanów, które nam psują harmonję życia? Po co to istnieje i na co nas boli?...
    Choć nie patrzyła na mumję, choć oczy hrabiego wlepione były w stół, wszyscy spostrzegli jak drgnął, jak się wstrząsł... Przed chwilą możeby nie było jej komu poprzeć, teraz już miała we wszystkich sprzymierzeńców i obrońców...
    — Pani zadajesz pytanie, rzekł nagle zwracając się hrabia. nad którem pracowały wieki... jest to owa Sfinksowa zagadka, która Edypom pokruszyła zęby na granitowym swym grzbiecie... Ale... ta noc, to zniszczenie, to złe naprzód jak ono wygląda? czy anioły czasem ze złocistemi skrzydłami nie bywają przebranemi szatany?
    Odpowiedź była przezroczyście złą i gniewną... ale hrabina uśmiechnęła się na nią, a Spauer przerwał zaraz pytanie, i odrzekł gorąco:
    — Znów kwestja sztuki, rzekł, tak dalece prawdą jest, że życie a sztuka to jedno... Zaczepiliście państwo o wielkie zadanie filozofji i estetyki, o znaczeniu formy samej... Nie, mój panie, anioły są aniołami. a djabeł choć przyczepi skrzydła, to je chyba od nietoperza pożyczywszy.
    Forma i ciało nie są wcale rzeczy obojętne i bez