Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Sir August Price Esquire...
Wypadło coś dodać, metodyczny turysta dołożył datę, a poniżej zanotował:
— Dzisiejszy dzień zostanie mi pamiętny widokiem, którego myśl nastręczyła mi się w podróży z Genui... oglądaliśmy Campo Santo przy świetle pochodni... uroczysto i wspaniale wyglądał wiekowy cmentarz w blaskach tych fantastycznych... Niebo samo podjęło się go dopełnić, zsyłając burzę a po niej księżyc... Cztery razy zmieniała się dekoracja i oświetlenie... mrok, pochodnie, błyskawice, światło księżyca urozmaicały je, dusza moja jest przepełnioną... Cudownie!
Po gospodarzu ujęła pióro jego żona, niewiasta metodyczna i rozmyślała, co by dołożyć jej wypadało; badając swe uczucia czuła się tylko bardzo zmęczoną, ale schocking było taką rzecz zapisywać, szło jej o jakiś ogólnik przyzwoity, niezbyt wyrazisty a harmonizujący z notatką męża... Męczyło ją to, że oczy były na nią zwrócone, pospiesznie więc wpisała:
— M. Florence Price. Są cuda na ziemi i niebie, o których się ani śniło filozofom naszym.
To przypomnienie Shakspeara, jakkolwiek fraza była wyszarzana i sponiewierana tysiącznem jej używaniem, wywołało przyjemny uśmiech na twarz Sir Augusta, który się ucieszył, że jego żona się tak dobrze wywiązała z zadania.
Kolej przyszła na młodego opozycjonistę Roberta, który nie śmiał wszakże zapisać na wieki swego antagonizmu z ojcem na kartach księgi hotelu, zadumał się, umoczył pióro i grubo, zamaszysto wysmarował:
Robert Price Esq. — „Helas! poor Yorick.“
Ta cytata ze Stern’a miała najgłówniejszą zasa-