Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/33

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Doprawdy, nie śmiałbym się obowiązywać, rzekł malarz... pomówimy o tem...
    — Tak! dobrze... przewspaniały obraz! nieprawdaż... i nie tylko o jego reprodukcji, ale o wrażeniach tego pamiętnego wieczora godziłoby się pomówić dłużej:.. los nas tu zgromadził i zaprezentował gwałtem jednych drugim... gdybyśmy dopełnili tego co on rozpoczął i... poszli razem do Hotelu Angielskiego na herbatę, na którą miałbym przyjemność panów zaprosić?
    Ze strony formalisty Anglika był to wysiłek niesłychany, syn własny go nie poznawał... shocking! wyrwało się z ust jego na pół otwartych... cóż to? ewangeliczna uczta? goście zebrani z ulicy!!
    Sir Price upojony widowiskiem, sam widział, że popełnił rzecz śmiałą i niesłychaną, rzecz nawet nieprzyzwoitą, ale sobie obiecywał w duszy, że jutrzejszy dzień zerwie te stosunki, że żadnemu z tych panów na ulicy spotkanemu nie ukłoni się...
    Zaproszenie i drugim wydało się dziwne, wszyscy zamilkli; przeczuwszy je pargaminowy człowiek cofnął się o krok, a kobieta odwróciła twarz w inną stronę.
    Tymczasem burza wściekła powoli ustawać zaczynała, deszcz lał jeszcze, błyskawice krzyżowały się, pioruny huczały nad głowami, ale czuć było, że największa siła nawałnicy już była gdzieś poszła na bagna około Luki... a stróż postrzegł w stronie morza jasny pas nieba pogodnego, rozszerzający się powoli... dający nadzieję, że za kwandrans może, księżyć w pełni obleje spokojnem swem światłem cichy plac i pole śmierci.