Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


znużeni przechadzką wczorajszą, drzemali także, tylko Żywski, garbus i artyści ze Szwedem wcale nie wydawali się znękani czuwaniem. Hrabina Adela siedziała w fotelu zamyślona, poglądając niekiedy bojaźliwie na otaczających, trochę energji wyczerpanej opowiadaniem opuściło ją zupełnie, cierpiała widocznie. — Julja spała, oparłszy piękną głowę na ramieniu męża, który drgnąć nie śmiał aby jej nie przebudzić.
Na niebie różowe brzaski ranka zaczynały ołowiane barwy nocy zastępować powoli, w liściach kasztanów świergotały przebudzające się ptaszki, dzień wstawał pogodny i piękny.
Sir Price, który jako gospodarz czuwał i słuchał bardzo pilnie do ostatka powieści swych gości, nie był jednak zadowolony tem jakiemś bardzo pospolitem zakończeniem drugiej sesji, tarł sobie czoło, aby coś niezwyczajnego wynaleść na zamknięcie — ale byłby może nie potrafił wyszukać dekoracji nowej, ani sceny do dramatu, gdyby się drzwi nie otworzyły i nie wszedł naczelnik przewodników, Włoch mały, chudy, smutny, upieczony zdaje się na żużlach wulkanicznych, czarny, z małemi biegającemi żywo oczkami.
— Signori... Excellenca! zawołał! kiedy już jesteście w pół drogi, a czas jeszcze, pozwólcie sobie uczynić propozycję, wszak mi nie chodzi o zarobek, ale wam się należy za poniesione trudy nowego rodzaju przyjemność i widowisko. Znacie już zachód słońca na Wezuwjuszu, ale nie widzieliście wschodu! Wschód jest czarodziejskim widokiem, wyszedłszy natychmiast, staniemy na wierzchołku w sam czas, aby wspaniałe wnijście króla światłości oglądać, magnificenca, cudo! niezrównany widok! przepyszne! Czyje oczy nie oglą-