Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Na cmentarzu, na wulkanie.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


było... latarnie także i świece nawet były rzadkością. Starożytna lampka o dwóch lub trzech dziobkach z bawełnianemi knotkami, nawet po hotelach używana dotąd, jasno przypominała stare rzymskie dzieje. A oświecić Campo Santo, tak, aby w nich cokolwiek było jasno... nie zdawało się łatwem... korytarze ogromne, ciemne, pochłaniające blask wszelki.
Stróż kiwał głową, nie wpadając na żadną myśl, a Genueńczyk się niecierpliwił.
Accidente! — szeptał pod nosem z gniewu... — cóż wy za ludzie jesteście w tej umarłej Pizie, sami jakby już nieboszczyki... pochodni pożyczyć u księży lub u przedsiębiorcy pogrzebów, policzą je na rachunek Anglika, do niesienia ich każdy, kto parę franków chce zyskać, zdatny być może... płacimy i płacim dobrze.
Szepty pomiędzy Pizanami, którzy zarobku stracić nie chcieli, dobrą czyniły nadzieję, że się coś przecie sklei... Genueńczyk siadł zmęczony ocierając pot z czoła, a stróż porozsyłał w różne strony usypiającego miasta po przybory do oświetlenia... Przyszło mu na myśl, że dany przykład przez dziwaka Anglika mógł być zaraźliwym i napędzić mu zarobku w przyszłości...
Gdy się to dzieje na uboczu, rodzina angielska z flegmą czekając skutku poselstwa Genueńczyka rozłożyła się na stopniach u wejścia Campo Santo... Sir Price nawet zapalił cygaro... które więcej gryzł niż go używał, spoglądając w stronę, zkąd się spodziewał stróża i pochodni. Tym czasem traf chciał, by podróżny, któregośmy widzieli wchodzącego do Pizy, zatrzymał się także, widząc te przybory u cmentarza...