Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/60

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    namiętnością tylko rzucając się do łowów. Dziecię ledwie raz w rok przywożono do Mielsztyniec. Były to dla niej dnie uroczyste, gorączkowego zajęcia; ale zarazem z obejścia się z synem znać było, że ten związek serdeczny, który życie powoli każdą chwilą razem przybytą utrwala, został zerwany między nią a tem dzieckiem. Z ciekawością wpatrywała się w nie, badała: a czuła mu się obcą. Niekiedy wybuch czułości ją zbliżał, a chłód dziecka oddalał..... Syn wychowany był starannie, ale z pewnemi szczególnemi ostrożnościami, które tylko przeszłość wytłumaczyć mogła. Obawiano się w nim egzaltacyi, zbytku roznamiętnienia, więc dążono ku temu, by zawczasu go rozczarować, ostudzić i trzymać w chłodzie. Może dla tego matce nawet zajmować się nim nie było wolno, bo mimo pracy jej nad sobą, energiczny charakter malował się w niej dobitnie. Matką więc była tylko z imienia, choć w czasie pobytu dziecka w Mielsztyńcach zbliżała się często ku Eugeniuszowi, jakby dobyć z niego chciała rzeczywiste przywiązanie dziecięcia...
    Z planów zapewne głęboko obmyślanych wynikało, że chłopak chować się musiał między obcymi, zdala od wrażeń jakie w domu rodzicielskim mógł odbierać, powierzony opiece najtroskliwiej wyszukiwanych piastunów i nauczycieli. Strzeżono go od marzeń, wdrażono do rzeczywistości: zabijano w nim umyślnie zbytnią czułość i namiętności gwałtowniejsze, których wybuchu zdawano się spodziewać. Ojciec pomimo to nastawał mocno, aby dziecię bardzo religijnie w wierze ojców, w nawyknieniach do praktyk jej wyrastało. Zastosowywano się do tego, ale trudno było w ówczesnej Francyi, przy nauczycielach Francuzach, acz w stanie duchownym wybieranych, tchnąć weń tego ducha, który tam już nie istniał. Koniec XVIII wieku wyrobił tak nieznacznie swawolę myśli, pragnącej odzyskać swe prawa sądu i samorządu, iż jej ulegli nawet ci, co suknię duchowną nosili i z powołania do obrony religii obowiązani byli. Ci, zachowując powierzchownie wszystko, do czego