Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/61

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ich stan ten zmuszał, posłuszni zewnętrznym formom stykali się w życiu z zasadami tak przeciwnemi powadze, której musieli ulegać, otoczeni byli atmosferą tak przesiąkłą cale różnym duchem, iż niepostrzeżenie tracili gorliwość, nabywali pobłażania, zarażali się sceptycyzmem, a raczej drętwieli w objętności zupełnej. Działanie to ducha wieku nie było nagłe, jak się nam dziś wydawać może z daleka, nie występowało wręcz zaczepnie do boju, ograniczyło się tajemniczem, ale niszczącem przetwarzaniem przeszłości.
    Wszystko, co jakąkolwiek miało styczność ze światem uczonym, z literaturą, przejęte było niewiarą i niepokojem poszukiwania utopii, które wiarę zastąpić miały.
    De Bury, nauczyciel młodego Eugeniusza, był najzapaleńszym zwolennikiem Jana Jakóba Russa... W jego pismach upatrywał jakby nowe światło, jutrzenkę nowej ery; a jak wielu naówczas, godził marzenia filozofa genewskiego, z zasadami chrześcijańskiemi. W Mielsztyńcach ścisłość religijna była nader wielka, zachowywanie przepisów, nawet najobojętniejszych, wiary, posuwano do nieubłaganej surowości. Sam pan Spytek był niejako stróżem ortodoksyi domu i stawał opornie nawet przeciw kapłanom, jeśli coś z praktyk starych zwolnić chcieli dla słabości ludzkiej. Nigdzie też wszystkie tradycye kościoła naszego pilniej przestrzegane nie były, a obrzędy spełniane z większą skrupulatnością. Kaplica zamkowa była filią parafialnego kościoła, dosyć oddalonego, na słotne i chłodne pory roku, ale mimo przywilejów jakie miała, Spytek w dnie uroczyste poczuwał się do obowiązku odprawiania nabożeństwa w miasteczku, wraz z innymi parafianami, i naówczas go tylko obcy ludzie widzieć mogli z daleka. Odbywało się to z pańską wystawą; szły powozy stare, ozdobne, poprzedzane przez masztalerzy, ze służbą w wielkiej liberyi, z rękodajnymi dworzanami, hajdukami i t. p. Kawalkata zajeżdżała przed kościół, a proboszcz zwykle ze święconą wodą naprzeciw dostojnych kolatorów wychodził,