Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom II.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
190

Zamojski syn miecznika, chłopak pod wąsem, który w początku bardzo latał, gdy się zrobiło to zamięszanie. Państwo Zamojscy stali w zabudowaniu klasztorném tak, że ich okna wychodziły w podwórze od okna Lassotów. Syn Miecznika towarzysząc mu na mury i razem doglądając matki, często się przez dziedziniec przechadzał i często widywał dziewczynę z żebraczką; skłonił się jéj kilka razy, przemówił słów parę, jak to bywa w takich razach, że się znajomości łatwo zawiązują, a młodemu oku piękna twarzyczka nie ujdzie. Stara Kostucha napatrzywszy, że się rad przechadzał podle okienka, zaraz poszła pytać kto to taki? i nie uspokoiła się, aż jéj powiedzieli, że to miecznikowicz Zamojski. Pokiwawszy głową, dała stara pokój, ale tegoż wieczora przestrzegła Handzię, żeby nie wyglądała jak Stefanek przechodzić będzie, bo się ludzie mogą śmiać z tego.
Hanna zarumieniła się bardzo, zaczęła wymawiać przed starą, ta rąb jéj sukni całować, i tak popłakawszy się rozeszły.
Teraz błądząc po podwórkach, spotkała Kostucha miecznikowicza, i wstrzymała go.
— Paniczynku, kochanku!!
Zamojski stanął szukając grosza.