Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
234

trzących, ale znać było, że zachęcał i prowadził pod mury. Widać Miller czy Wejhard spoiwszy biedaka użyli go za przewódzcę, chcąc Polaków jego przykładem przywieść do czynnego udziału w Częstochowskim szturmie.
Z oburzeniem patrzali wszyscy z murów, na tę kawalkatę ciurów zapewne opiłych; przeor ręce złożył, modlić się począł, a oczy zakrył.
— Dzieci! dzieci własne! na matkę! powtarzał z łkaniem...
Jezdziec, zbliżał się coraz pod mury ze swoim orszakiem; z szeregów polskich, ten, ów wyrywał się za przewódzcą, wywijając szablami, kłusowali ku górze. Naprzeciw nich stała zdumiona Konstancja z fartuchem kul już pełnym, kiwając głową, grożąc na nosie, pokazując obraz N. Panny na murze zewnętrznym odmalowany.
W tém, wystrzał z murów obalił dowódzcę téj wycieczki, padł na ziemię z koniem razem; otoczyli go kilku bliższych, popatrzyli, ale widać zabity był w miejscu, a kule swistały, bo natychmiast pierzchnęli wszyscy i żwawo do obozu zmykać poczęli.
— Módlmy się za grzeszną jego duszę — szepnął przeor.
Wszyscy uklękli...