Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jak się pan Paweł żenił i jak się ożenił.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   90   —

Kaspra, spuścił głowę, tymczasem Sawicz kazał zawracać.
— Kłaniaj się panu, gdy przyjedzie — rzekł — a jeżeli się ziści cośmy gadali, powiedz mu, że pretensyę mam, bo mnie winien był na wesele prosić. Hultaj.
Kasper popatrzywszy na bryczkę, powoli wrócił do dworku; odeszła go wszelka wesołość i ochota do wszystkiego. Wygderał chłopca w kredensie zupełnie na ten sam sposób jak dawniéj p. Paweł jego burczał, i melancholicznie poszedł się przechadzać po pustych pokojach dworku.
— Gdzieżby on tu żonę pomieścił! — mówił — ciasnota! Chybaby już wszystko do góry nogami przewrócić trzeba!
W kancelaryi p. Pawła przy stoliku leżał zapomniany papierek na ziemi; machinalnie podniósł go Kasper, ażeby wrzucić do komina, ale mając w ręku zaczął mu się przyglądać. Służył on do obwinięcia czegoś i wyciśnięte na nim były wyraźne ślady dwóch obrączek!! Kasper pobladł. Nie było najmniejszéj wątpliwości, w papierze znajdować się musiały dwie grube obrączki, a na papierze, choć mozolnie, wyczytał napisane ręką Mondygierda.
„Za obrączki Abramkowi z moich dukatów za robotę złotych dwadzieścia.“
Stał z tym kawałkiem papieru w ręku i łzy mu