Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jak się pan Paweł żenił i jak się ożenił.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Któż to może wiedzieć?
— Jakto, żebyście wy, Kasprze nie widzieli.
— Tak mi Boże dopomóż, nie wiem, powiedział, że za pilnym interesem — i — (tu się Kasper nieco zatrzymał) — i że może gości z sobą przywiezie.
— Jakich gości? — pytał rejent zdumiony. — Cóż to jest?
— Nawet kazał, żeby mięso było.
Zdumiał się Sawicz. Nie był on wtajemniczony, ale podejrzenie miał i poszlaki pewne.
— No! — odezwał się po chwili — bodajbym nie odgadł! filut kanalia! sekret z tego zrobił, a o nim wróble na dachach śpiewają. Zobaczysz Kasprze, że ci jejmość do domu przywiezie.
Pobladł stary sługa, lecz choć w duchu gniewnym był na pana, przed obcym tego okazać nie mógł, odegrał nie źle obojętność.
— Któż mu zabroni — rzekł — jeżeli się ożeni toć dla siebie, nam do tego nic; a ja panu powiem jedno, że gdyby do tego przyszło, nie kto winien tylko wy...
Sawicz się zaczął śmiać mocno.
— A to może być, bo wesele rzecz zaraźliwa. Gdy u mnie był, okrutnie się do siostry Wydrzynéj przysiadał, gotów ją wziąść, panna piękna i z partesów! z partesów.
Słowa te rejenta pognębiły do reszty biednego