Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie Pan Antoni? a to! czy to ty, błaźnico! —
— Nie! to nie ona! — zawołał pełnym gniewu tonem Pan Antoni.
Jéjmość w salopie ze stoczkiem pobiegła na dół i ukrywającéj się dziewczynie zajrzała w oczy.
— A to ty! ha! zawoła, chwytając drżącą Marysię za rękę. Poczekaj no, skromnisio! takie to twoje pacierze? niewiniątko!
Marysia tuliła oczy w salopę, Pan Antoni się zżymał, widzowie nad schodami śmieli się i szeptali, jejmość w salopce łajała okropnie.
Pan Antoni nie mógł scierpieć i odezwał się nareście:
— Proszę zaprzestać tych krzyków. Ja jéj bronię! —