Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mi uszami, wystawiłem sobie, że jestem Arcybiskupem i namaszczam Króla. To urojenie tak było silne, że umoczywszy palec w blizko stojącym kałamarzu, posmarowałem nim po głowie jednego z moich towarzyszów, który się zapewne ani spodziewał, żem mu tak wielką cześć wyrządzał, walając go atramentem.
Któż się nie kochał? — i ja się kochałem. Wówczas to trzeba było objąć myślą te miljony szczęść, któremi każde moje zbliżenie się do niéj, każde jéj słowo i ruszenie osadzałem. I byłem też tak szczęśliwy, jak tylko być można, kochając kobiétę; byłem szczęśliwy póty, póki każdego urojonego szczęścia nie urzeczywistniłem. Wyczerpawszy skarb urojeń do