Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


re los równo ze mną postawił w śmieciach i błocie, są to bezduszne, pogardy godne źwierzęta. Spójrzałem na śmiecie, i westchnąłem, myśląc, że z niém całe życie przepędzić muszę.
Jam równy jéj człowiek, myślałem, czémużbym jéj nie mógł posiadać?
Dumną myśl moję zabiła myśl druga: wspomniałem na twarz moję oszpeconą, spójrzałem na ręce, na garb, na bose i pokaleczone nogi, i wyznałem, że w moich objęciach ten anioł byłby jak brylant w błocie; rzuciłem miotłę, uderzyłem głową o mur kościoła, chciałem się zabić, skaleczyłem się tylko; krew polała się z rany, muchy osiadły spiekłe skronie, słońce paliło czoło, w usta pły-