Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


którzy sobie łby roztrzaskali, przekonawszy się, że mieli do czynienia z szatanem w niewieściéj skórze.
Straszne to były awantury, i gdyby nie inkwizycja, która (jak wiadomo, zapobiegając ruinie narodowości hiszpańskiéj), w kluby djabłów wzięła, śledzić postępki ich kazała, kuć w dybki i ciupasem do piekła pod dozor policji odsyłać — kto wié coby byli i jak długo broili.
Tymczasem i piekło, Mości Dobrodzieju, organizowało się; byli już tam dawniéj xiążęta i dygnitarze, zaczęli przybywać urzędnicy, sądownictwa, nawet filantropiczne zakłady, słowem, piekło uorganizowało się do tego stopnia, że je systematycznie poznać i rozumowanie opisać dziś można. W Pa-