Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciągle śpiewała! innéj od niéj roskoszy nie żądałem! czciłem ją jak bóstwo, szanowałem jak arcydzieło, jak instrument w chwili szczęsnéj ręką biegłego sztukmistrza zdziałany — byliśmy nieszczęśliwi! Jam nie mógł udzielić jéj pieszczot, bom się lękał jedném uściśnieniem niezgrabném zepsuć jéj głos; chowałem ją, obwijałem, pieściłem jak cacko, ale kochać, jak kochają dla wdzięków, nie mogłem!
Rosa płakała z rospaczy, ja wzdychałem; zgodziliśmy się nareście, namiętnie pragnąc roskoszy oboje, ażebym ja ją pół dnia pieścił, ona mi pół dnia śpiewała. Ach! krótkie szczęście. W dni kilka jam zasłabł, ona ochrzypła! Tak miotani oboje smut-